Międzynarodowy Festiwal  

Piosenki - Anna German 

PARTNERZY 

STOWARZYSZENIE WSPÓŁPRACY POLSKA-ROSJA

„Lubimy wracać,tam gdzie byliśmy”

 

Każdy z nas lubi wracać do miejsc, które w przeszłości szczególnie nam się spodobały, zauroczyły nas. W zjawisku tym nie ma nic odkrywczego, śpiewał o nim chociażby zmarły nie tak dawno Zbigniew Wodecki w piosence pt. „Lubię wracać tam, gdzie byłem”. Chętnie wracamy do miejsc, które kojarzą się nam niezwykle ciepło i przyjaźnie. Za atmosferę ciepła i przyjaźni odpowiadają w pierwszej kolejności ludzie, a ponadto czynniki dodatkowe, jak chociażby krajobraz, architektura itd.

 

       Tacy życzliwi, serdeczni i przyjaźnie nastawieni ludzie mieszkają w Gżelu, a o tym, że jest to prawda, mogliśmy przekonać się podczas kolejnej edycji wymiany młodzieżowej.

 

       Święto Konstytucji, jak przystało na początek maja słoneczna pogoda, uroczystości na Placu Piłsudskiego tuż-tuż, a my ruszamy w kolejną podróż do naszych Przyjaciół z partnerskiej szkoły w Gżelu. Samolot rosyjskich linii lotniczych Aeorofłot bez jakichkolwiek zakłóceń, nawet najmniejszych turbulencji, na które chyba liczyła część naszej delegacji, po niespełna 2 godzinach ląduje w terminalu D największego moskiewskiego lotniska Szeriemietiewo, które swoją nazwę zawdzięcza wielkiemu rosyjskiemu rodowi Szeriemietiewów.

 

Po przejściu kontroli paszportowej zdaliśmy sobie sprawę, że do pokonania mamy jeszcze ponad 100 kilometrów. Ku naszej radości na parkingu przy lotnisku czekały na nas samochody, które odwiozły nas do stolicy rosyjskiej porcelany – Gżelu. Po drodze, mknąc ulicami Moskwy, mogliśmy pierwszy raz poczuć atmosferę 15-milionowej stolicy Rosji i dojść do wniosku, że tempo życia warszawskiej metropolii należy do bardzo niskich. Około godziny 16 dotarliśmy pod bramę szkoły, gdzie czekała na nas jak zwykle uśmiechnięta i pełna energii Pani Dyrektor Natalia Griebiennikowa wraz z uczniami i rodzicami. Przywitaniom nie było końca, jakby nie patrzeć, to ostatni raz widzieliśmy się w październiku w murach naszej zreformowanej szkoły. Wreszcie jednak udało się nam rozjechać do naszych tymczasowych domów rodzinnych, a to oznaczało, że wymiana się oficjalnie rozpoczęła!!!

 

         Dzień drugi zaczęliśmy od razu od obcowania ze sztuką wysoką. W stolicy rejonu ramieńskiego – Ramieńsku – znajduje się budynek z końca XIX wieku, a w nim muzeum krajoznawcze, przechowujące zachowane przedmioty użytku codziennego. Niektóre z nich, jak chociażby ówczesne suwnice przeznaczone do przemieszczania materiałów w pionie i poziomie, wywarły na nas spore wrażenie. W muzeum tym mogliśmy wziąć także udział w warsztatach z malowania wzorów charakterystycznych dla porcelany MADE IN GŻEL. Cały czas towarzyszyły nam opowieści Pani Przewodnik, której myśli na bieżąco starał się przekazywać w miarę logicznie i spójnie piszący te słowa, ale czy komunikacja między nadawcą A, a odbiorcą B była skuteczna, to stanowi zagadkę.

 

       Po wyjściu z muzeum krótka przerwa na zakupy, następnie obiad i przystępujemy do próby szkolnego Marszu Przyjaźni. Podczas niej zostaliśmy miło zaskoczeni – uczniowie i ich rodzice, przebrani w piękne biało-niebieskie stroje ludowe, przywitali nas oficjalnie chlebem i solą. Początkowo zdezorientowani pomyśleliśmy sobie, że to przecież jest próba, to i z tym chlebem i solą nie może być na poważnie, ale szybko zdrowy rozsądek zapalił czerwoną lampkę z tyłu głowy. Chleb był niczym bohater rosyjskiej bajki pt. „Kołobok” – wielki, okrągły i rumiany bochen, tylko w przeciwieństwie do swojego pierwowzoru nasz „GżelskiKołobok” nie uciekał ze stołu, aby zwiedzać świat, a znikał ze smakiem w naszych żołądkach. Najedzeni do syta, staraliśmy się jeszcze wykrzesać siły na powtórzenie Krakowiaka, co zresztą zostało nagrodzone owacjami przez uczniów rosyjskiej szkoły…jednak nostalgia za Polonezem była wyczuwalna, ale o tym później. Dzień zwieńczyły zawody sprawnościowe połączone z quizem. Warto tutaj wyróżnić starcie Eryka z Nikitą. Był to bój do ostatniej sekundy, a chodziło w nim o to, kto pierwszy zje jabłko trzymane przez uczennice gżelskiej szkoły bez pomocy rąk. Nasz zawodnik prowadził jeszcze do ostatniej sekundy, ale rosyjski Kolega rzutem na taśmę wsadził ¾ jabłka do buzi i znów my, polscy kibice, mogliśmy powiedzieć: „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało” 😊😉😊   Na uwagę zasługuje fakt, że zasadzona w ubiegłym roku przez nas jabłoń, przyjęła się, pojawiły się na niej pierwsze zielone listki, więc za parę lat w Gżelu będzie można zjeść smaczne polskie jabłka!!!

 

        Trzeci dzień był wyczekiwany przez wielu, gdyż wybraliśmy się na wycieczkę do stolicy Federacji Rosyjskiej – Moskwy. Ekskursję rozpoczęliśmy od „wdrapania się” na Wzgórza Worobiowe, z których rozpościera się piękny widok na całą Moskwę. Tego dnia na niebie nie było ani jednej chmurki, więc bez problemu mogliśmy dojrzeć Chram Chrystusa Zbawiciela, Pomnik Piotra I, Siedem Sióstr Stalina czy też Stadion Łużniki, na którym wkrótce rozegrane zostaną mecze Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Na Wzgórzach Worobiowych szczęście sprzyjało nam dwukrotnie, gdyż byliśmy ponadto świadkami zapierającego dech w piersiach pokazu w ramach Moskiewskiego Festiwalu Motorowego.

 

        Kolejnym punktem na wycieczkowej mapie Moskwy był Teatr Księżycowy, w którym obejrzeliśmy musical pt. „Mary Poppins”. Mimo że sam spektakl przeznaczony był dla trochę młodszej widowni, to przekazywane w nim wartości należy przypominać niezależnie od kategorii wiekowej. Po lekcji teatralnej udaliśmy się w kierunku metra, które dowiezie nas do naszej stacji przesiadkowej „Wychino”, ale zanim to nastąpiło, odbyliśmy długi, przyjemny spacer wzdłuż rzeki Moskwa, podziwiając Kreml wieczorową porą. Przeszliśmy obok Placu Czerwonego, który już szykował się do przyjęcia uroczystej defilady z okazji Dnia Zwycięstwa, a znajdując się już w metrze, podziwialiśmy jego wystrój, architekturę. Chyba lekko zmęczeni, aczkolwiek na pewno zadowoleni i dotlenieni, wróciliśmy do swoich domów na zasłużony odpoczynek. A odpocząć trzeba, gdyż jutro wycieczka do Kołomny…a jeśli Kołomna, to przede wszystkim słodycze.

         Z Gżelu do Kołomny dojechaliśmy w ok. 2 godziny i od razu przystąpiliśmy do wyrabiania jednego z przysmaków kuchni rosyjskiej – Pastyły. Pastyła to miąższ z owoców, ugotowany z miodem lub cukrem sok, zagęszczony po odparowaniu, wylany warstwami. My natomiast zabraliśmy się za wyrabianie Pastyły bez cukru – jedynie daktyle, zmielony sezam, mus bananowy i trochę wiórek kokosowych. Po zmieszaniu i uformowaniu tych składników otrzymaliśmy Pastyłę dietetyczną, którą oczywiście bez wyrzutów sumienia zjedliśmy „w try miga”, jak to pisał Puszkin.

 

       Poziom cukru we krwi na odpowiednio wysokim poziomie, a więc czas najwyższy zacząć go spalać. Przygotowana dla nas kolejna niespodzianka idealnie się do tego nadawała. Pokaz uzbrojenia używanego przed wiekami przeniósł nas w inny wymiar, a ponadto był prawdziwą lekcją historii. Jak się później okazało nie tylko dla nas, ale również dla prowadzącego zajęcia. Trafne spostrzeżenia Macieja wprawiły go w lekkie osłupienie oraz zmusiły do przyznania racji naszemu uczniowi. Jaka szkoda, że Pani Dyrektor nie było z nami. Po takiej wymianie rzeczowych argumentów i faktów historycznych na pewno postawiałby Maciejowi „szóstkę” i to raczej na koniec roku, do czego szczerze zachęcamy 😊😊😊 W przypadku walki „na miecze” w parze Maciej-Eryk ten pierwszy musiał jednak uznać wyższość swojego rywala, ustępując mu w obu szlachetnych pojedynkach.

 

       Po iście carskim obiedzie udaliśmy się na teren przepięknego Kremla. Co ciekawe, dowiedzieliśmy się także, że w 2007 roku w Kołomnie oddano do użytku jeden z najnowocześniejszych w Europie kryty tor łyżwiarski, na którym w styczniu odbyły się Mistrzostwa Europy, a kilka lat później Mistrzostwa Świata w Łyżwiarstwie Szybkim.

 

       Za oknem zaczyna się kolejny wiosenny dzień. Zauważyliśmy, że w Gżelu Słońce budzi się trochę wcześniej, a wraz z nim i my. Przez pierwsze 2-3 poranki wstawaliśmy o godz. 4-5. Może wpływ na to miało także inne od naszego powietrze? Pierwszy punkt programu do realizacji – Fabryka Porcelany «Синь России». Jest to fabryka o tyle nietypowa, że na jej terenie znajduje się ogród zoologiczny, służący za inspirację młodym artystom. W towarzystwie Pani Przewodnik poznaliśmy proces produkcji porcelany od A do Z, czy jak to się mawia w Rosji «от А до Я». Zobaczyliśmy, jak powstaje odlew, w jaki sposób jest on zalewany, jak artyści-malarze nanoszą wzory oraz jak przyszła porcelana wypalana jest w piecu przy temperaturze ponad 1000 stopni Celsjusza. A najważniejsze było to, że sami z farbami i pędzelkami w ręku mogliśmy stworzyć własne arcydzieło. Każdy z nas mógł poczuć się na chwilę pracownikiem gżelskiej manufaktury. Nasze „szedewry” zabraliśmy ze sobą. Czy przetrwały one drogę do Polski? – cuda czasami się zdarzają. Po wypiciu herbaty i zjedzeniu dużej ilości słodyczy, ruszyliśmy w drogę do szkoły, gdzie wzięliśmy udział w barwnym pochodzie pod hasłem „Marsz Przyjaźni”. To już czwarty tego typu Marsz w naszej partnerskiej szkole i drugi z naszym skromnym udziałem. Śpiewaliśmy przepiękne, melodyjne piosenki rosyjskie i w ogóle znakomicie się bawiliśmy. Dzień zakończył się szumną dyskoteką. I w tym miejscu powróćmy do tematu Poloneza. W ubiegłym roku ten polskie taniec narodowy tak wszystkim przypadł do gustu, że dyskoteka zaczęła się właśnie od niego. Okazało się, że Polonez jest dobry nie tylko podczas Studniówki, lecz pasuje do każdej okazji. Oczywiście mogliśmy usłyszeć także inne piosenki, w tym rosyjskie hity na czasie. Bezapelacyjnym liderem wśród uczniów szkoły z Gżelu jest Filip Kirkorow i jego piosenka pt. «Цвет настроения синий». Tak naładowani pozytywną energią wróciliśmy do swoich łóżek, zjadając uprzednio kolację. A propos jedzenia – było go naprawdę bardzo dużo i było ono przepyszne, niektórzy nawet odnosili wrażenie, że nie robili nic innego, jak tylko jedli 😊

 

        Następny dzień rozpoczęliśmy także od jedzenia. Zaraz po śniadaniu ruszyliśmy do bazy wypoczynkowej «Озеро Понти» na szaszłyk. W przerwie pomiędzy kolejnymi kawałkami soczystego mięsa braliśmy udział w zawodach sportowych, a nawet biegaliśmy dookoła jeziora, na szczęście nie na czas, a czysto rekreacyjnie. Znaczna większość z nas zdecydowała się jednak na błogi relaks na huśtawkach, ławkach, podestach przy stawie czy po prostu na trawie. Czas zawieszenia, oderwania się od rzeczywistości szybko jednak minął. Musieliśmy wracać do szkoły, w której już niebawem mieliśmy uczestniczyć w Koncercie Przyjaźni. My wszyscy jako widzowie, ale spośród nas Anastazja, Maciej i Robert na scenie wraz z rosyjskimi uczniami i nauczycielami. Anastazja razem z nauczycielką muzyki zaśpiewała przebój Wiktora Coja pt. «Кукушка», natomiast Maciej i Robert wybrali poezję.

        Zaraz po koncercie udaliśmy się na posiedzenie Klubu Przyjaźni Słowiańskiej, który to klub założyliśmy równo rok temu. Do zrealizowania dostaliśmy ważne zadanie – wykonać koszyczki z kwiatami, które jutro złożone zostaną na grobach nauczycieli, którzy zginęli podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. No tak…przecież jutro 9 Maja, Dzień Zwycięstwa Armii Czerwonej nad hitlerowskimi Niemcami, w historii naszego kraju koniec II Wojny Światowej i rozpoczęcie odbudowy Polski, w tym również stolicy Warszawy zniszczonej przez Niemców w 85%.

 

        9 Maja, czyli Dzień Zwycięstwa, to jedno z najważniejszych świąt państwowych w Rosji. Dlatego też od rana wszyscy byliśmy ubrani odświętnie. Dzień niby jak co dzień, ale w powietrzu czuć było powagę. Plac Czerwony, na którym odbędą się oficjalne uroczystości państwowe, szykowany był już od wielu dni. Dla mieszkańców Gżelu to również bardzo ważne wydarzenie i to nie tylko ze względów historycznych. To znakomita okazja do tego, aby się spotkać, powspominać dawne czasy, a ponadto uaktywnić się społecznie, pokazać, że silne są postawy proobywatelskie. Wydaje się nam, że godnie reprezentowaliśmy Polskę w tym istotnym dla całej Europy i Świata dniu. Przecież wyzwolenie Europyspod okupacji hitlerowskich Niemiec to fakt, a należy w tym miejscu przypomnieć, że polscy żołnierze ramię w ramię z Rosjanamiwalczyli o to, aby w myśl słów piosenki Lwa Oszanina, zawsze było słońce i nigdy nie było wojen. I jakoś na szczęście od 1945 roku nasz kraj omijają konflikty zbrojne. Dzień zakończył się pokazem sztucznych ogni. Było to bardzo symboliczne, gdyż jutro ostatni dzień na gżelskiej ziemi i czas powrotu.

 

       10 maja zebraliśmy się wszyscy na placu przed szkołą. Łzy pojawiły się praktycznie w oczach wszystkich. Uścisków, objęć było co niemiara. Żal wyjeżdżać, przecież spędziliśmy wspólnie 8 niezapomnianych dni, które pozostaną w naszej pamięci na zawsze. Na zawsze pozostanie także jabłoń, którą posadziliśmy rok temu. Już za parę lat, kiedy może kolejne klasy z naszej szkoły odwiedzą Gżel (a miejmy nadzieję, że tak się stanie), to wszyscy będą pamiętać, kto to drzewo sadził. Także można śmiało powiedzieć, że mimo młodego wieku, nasi uczniowie w pewnym sensie przeszli do historii. A potwierdziła to dodatkowo Pani Wójt Galina Golinkowa, która powiedziała, że do tej pory żadna polska szkoła nie przyjechała do Gżelu.

 

        18:05, terminal F lotniska Szeriemietiewo – żegnamy się z Rosją, ale na pewno nie na zawsze, jeszcze tutaj wrócimy, bo po prostu warto!!!!

 

Opracował Michał Warych